drobiazgi

„To będzie dobra okazja” – powiedział Temu od teledysku taki jeden znajomy proponując mu wyjazd do Rosji na konferencję. Ten od teledysku wahał się, bo istniało, prawda, że teoretycznie niewielkie, ryzyko, że praca wpieprzy mu konferencję wieńczącą projekt w zbliżonym terminie. Ponieważ jednak rok wcześniej odrzucił to samo zaproszenie, a teraz jeszcze dwie książki ukazywały mu się po rosyjsku (a trzecia miała być w drodze), uznał, że zaryzykuje. I zaczęło się. Pierdoły z wizą ciągnęły się przez dwa miechy (i nadal ciągną, bo strona rosyjska zapomniała przybić pieczątkę na zaproszeniu, a że jak u nich zaczyna się długi weekend w święto pracy to trwa do dnia zwycięstwa i zastać kogoś w urzędowej robocie to cud). Bardzo smutna pani w specjalnym urzędzie do spraw wiz za każdym razem gdy widzi Tota robi się jeszcze smutniejsza.

W tym czasie obudziła się praca Tota o ogłosiła termin konferencji zakończeniowej. Trafili idealnie w sam środek wyjazdu do Rosji, zaplanowanego tak, że móc pozwiedzać Moskwę. No więc nie będzie zwiedzania Rosji, będzie zamiast tego czekanie w Wiedniu, żeby wieńcząca znienawidzony projekt konferencja wreszcie dobiegła końca. Potem zadupcanie na samolot, lądowanie o północy po to, by o siódmej rano dotrzeć w stanie półsnu na dworzec kolejowy.

Ale – wymyślił Tot – skoro nie mogę zwiedzić Moskwy przed konferencją w Kałudze, to po prostu zostanę trzy dni dłużej na własny koszt i tak zwiedzę!

To jednak byłoby zbyt proste. Bo trzeba by zmieniać wszystko: zaproszenia, ubezpieczenie (żeby dostać wizę trzeba mieć ubezpieczenie, które wykupuje się trochę na zasadzie typowania ruletki, bo przecież wiza może nie zostać przyznana i co nam pan zrobisz) i parę innych pierdół. Tot może sobie nawet wykupić dodatkowe ubezpieczenie, to nie są jakieś straszne pieniądze, ale… No właśnie, bardzo długi wolny weekend w Rosji sprawia, że to i tak nie ma sensu.

Siedzi więc w robocie i zamyka projekt, do którego został wrzucony w samym jego środku, kiedy już wszystko zostało poustalane bez niego i przez trzy lata zajmował się głównie gaszeniem pożarów, bo wszystko co zostało zaplanowane z wyprzedzeniem bez pojęcia o tym, czym projekt będzie w rzeczywistości okazało się chybione. Marzy więc o tym, żeby ten cholerny projekt dobiegł końca, wścieka się, że jeszcze na sam koniec zdołał wyciąć mu parszywy numer i rzuca kurwami ilekroć spływa mu na maila a to kolejne pytanie od krajowego partnera: „a czy zdążycie jeszcze zrobić coś, co myśmy olali?” a to sprawa do załatwienia na ostatnią chwilę, bo kierownik, który poszedł sobie na urlop znowu zapomniał o kilkunastu listach wzywających go do odpowiedzi.

To wszystko drobiazgi, wiem. Ludzie mają gorzej. Spotykają ich prawdziwe nieszczęścia, a nie tylko nagromadzenie pierdołowatych złośliwości losu. Ale Ten od teledysku siedzi po środku tych wszystkich drobiazgów, wszystkich drobnych problemów wynikających z indolencji biurokracji i pechowych zbiegów okoliczności i chce przegryzać gardła. Chwycić wielki młot i rozpieprzać ludziom głowy.

Widzicie, pisanie jest fajne i satysfakcjonujące. Zwłaszcza jak na nim zarabiacie (niestety za mało, żeby bezpiecznie rzucić tę wkurwiająca pracę, a nie macie już dwudziestu lat by ochoczo skakać z rozłożonymi rękami w paszczę ryzyka), jak ktoś was czyta, chwali, nagradza, zaprasza na te wszystkie spotkania. Ale wasza praca zawodowa potrafi to rozpieprzyć, zepsuć. I nagle odkrywacie, że zwyczajnie brakuje wam czasu na życie i na to, by przez kolejne lata łączyć jedno z drugim. Powinniście rzucić jedno z dwóch. Ale jeśli rzucicie jedno, może się okazać, że za chwilę zabraknie wam kasy. A jak rzucicie to drugie, może się okazać, że za chwilę zabraknie wam chęci do życia. Dlatego Ten od teledysku nie rzuci nic. I prędzej czy później dostanie zadyszki od biegania od projektu do projektu i zdechnie od wkurwu. A wszystko to bez wielkiego huku pękających galaktyk. Wszystko to od drobiazgów. Bo gigantyczna, złożona machina wszechświata, obejmująca i los i fizykę i teologie w 99% składa się z piasku sypanego między coraz bardziej zużyte tryby.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s