małe przypadki – innym razem

-Widział pan "Podziemny krąg"? Wie pan, film, o mężczyźnie, który okazuje się być kimś innym. Poszłam na niego niechętnie, bo to podobno był film walki, takie kung fu bez kung fu. No ale nie był, jak się okazało. Na szczęście.
Kiedyś, dawno temu, w czasach gdy modne były krótkie spódniczki w szkocką kratę, Szałapach potrafił minutami wpatrywać się w atrakcyjne kobiety palące papierosy. Żadne kocie przeciągania się, panoramy ramion ani dłonie poklepujące miękko krzesła i kanapy na znak, że powinien znaleźć na nich swoje miejsce, nie wydawały mu się tak zmysłowe i seksowne jak papieros w kobiecych ustach i oczy przymrużone nad nim od dymu. Obecnie papieros był już tylko papierosem i czasem Szałapach przyłapywał się na myśli, że lata stają się stanowczo zbyt ciężkie od zwyczajności. Kobieta zaciągała się znacznie sprawniej niż nastoletnie piękności, a gdy wydmuchiwała dym, nie było w tym nic z pełnej pokusy niedopowiedzianej zachęty, jedynie zmęczenie. A mimo to moc wspomnień sprawiła, że powiedział coś, czego nie powinien:
– Proszę tego nie robić. Proszę nie opowiadać do końca tej historii. Opowie mi ją pani innym razem.
– Już ją kiedyś opowiedziałam – pozbawiła go nadziei. – Takiemu jednemu wysokiemu gościowu. Miał kutasa w oczach, ale zapomniałam o tym, gdy słuchałam jego głosu. Chciałby pan wiedzieć jaki był w łóżku?
Nie chciał.
– Niech więc się pan zamknie i nie przeszkadza mi. Coś na pewno panu opowiem. Albo jedną historię, albo drugą. Więc jak będzie?
– Pani wybór.
– Zgadza się. Mój wybór, cholera. No więc poszłam na ten film. Wbrew sobie. Ale wyszłam zaczarowana. To było jakby ktoś huknął mnie w łeb. Albo jakbym się naćpała. Ćpał pan kiedyś?
Potrząsnął głową. Patrzył jak cała układa się pod kolejne zaciągnięcie – głowa lekko do tyłu, oczy przymkniete jak za starych czasów, nie wiedzieć czemu naprężała przy tym palce; włosy leko za uszy, sztucznie jasne, co poznał po ciemnych odrostach. Drobne zmarszczki wokół ust i oczu. Niewielka i niemłoda blizna z lewej strony czoła.
– No więc ja też nie. Dziwne, co? Ale prawda. Czasem się napiłam za dużo. Trudno było inaczej. Ale nie ćpałam. Ale po tym filmie było jakbym się naćpała. A potem dowiedziałam się, że jest książka. I to była pierwsza książka, jaką przeczytałam od czasu szkoły. W niej było więcej. Na przykład o tym, co można zrobić z benzyną. W książce było o monitorach komputerowych, ale pomyślałam, że telewizor to właściwie to samo. I okazało się, że chyba miałam trochę racji. Wybiegłam szczęśliwa – bicie się skończyło. Skończyło się popisywanie przed kumplami, zmienianie mi imion na zawołanie i całowanie na klęczkach ręki "pana". Tego dobrego, wspaniałomyślnego supermana, który zaopiekował się taką głupią krową jak ja. Biegłam jakbym miała skrzydła i myślałam jak to wspaniale, że poszłam na tamten film, na który wcale nie chciałam pójść.
A on, skończony głupi sukinsyn, zamiast przyjść do domu, najebać się i zasnąć przy wiadomościach, przyprowadził kumpli. Znałam ich. Jednemu chyba nawet było mnie żal, patrzył tak inaczej, smutno. Nie, żeby powiedział słowo w mojej obronie. Ale chyba chciał mnie trochę, tylko bał się to powiedzieć, albo nie wiedział jak. Wie pan, są tacy faceci, co to nigdy nie wiedzą jak.
Jak wybuchło zabiło ich wszystkich. Okazało się, że wóda nie czyni nieśmiertelnym, jak zawsze się śmiali.
Policja znalazła mnie szybko i tak mnie załatwili, że nawet nie wiem kiedy się przyznałam. Sąsiedzi, nawet jego ojciec, zeznawali na moją korzyść i kto wie jakby to się skończyło, gdyby nie tamtych dwóch. No i zabrali mi parę dobrych, fajnych lat. Ale to nieważne. Ważne, że siedzę tutaj, czasem boję się zapalić światło i nie mam telewizora. Zmieniłam kolor włosów, zmieniłam imię i nazwisko, nawet styl ubierania zmieniłam, choć to akurat nietrudne. Wymyśliłam sobie życie od nowa i opowiadałam je każdemu, kto chciał. A pomimo tego wszystkiego ciągle jestem tą samą głupią krową.
– Nie jest pani głupią krową – zaprotestował.
– Patrzysz na mnie, jakbym ci się podobała. A ja nie wiem co ci się we mnie podoba – ciało, coś więcej czy ten dreszczyk spania z morderczynią.
– W dupie mam dreszczyki.
– To zabrzmiało niezdrowo – zgasiła papierosa. – Ale ok. Chcesz jeszcze coś usłyszeć?
– A chcesz jeszcze coś opowiedzieć?

– Przynieś mi kiedyś kwiaty. Są faceci, którzy mi je przynoszą, ale nic nie wiedzą. Ty przynieś kwiaty dla mnie.
Obiecał. A potem złamał obietnicę, ale zupełnie inną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s