drugi obieg

Ten od teledysku i Perełka siedzieli na tle wyjątkowo niezdecydowanej burzy i rozmawiali o tym, o czym zwykle rozmawiają faceci wieczorem, na świeżym powietrzu, przy niepierwszym piwie.
Perełka skończył właśnie tłumaczyć Temu od teledysku, że powinien się wreszcie, do cholery, ożenić. Popatrzył w okno, za którym spała jego żona. Coś tam sobie pomyślał. Przyszło mu do głowy, że jak wróci do domu, pewnie mu się oberwie za te wszystkie piwa. Nieważne; czasem warto oberwać.
Choć to oczywiście śmieszne, bo siedzi przecież pod blokiem, nie kozaczy. Ot pije trzecie albo czwarte piwo i tłumaczy tamtemu, że powinien się ożenić. Ale kobiety tego nie rozumieją.
– Widzisz – odezwał się, gorączkowo starając się nadążyć za myślami, które niespodziewanie przegalopowały mu przez głowę. Zwykle takie mu się nie trafiały. Nie miał kompleksów, ale nie miał i złudzeń – to łeb Tego od teledysku był pełen myśli. Bo Ten od teledysku miał całkiem nieźle poukładane w głowie. Zdaniem Perełki lepiej niż on. Ale – z drugiej strony – Perełka miał znacznie bardziej poukładane w życiu. Więc może się opłacało? Ale dość. Bo myśli umkną! – Widzisz. Nam się wszystkim wydaje, że my jesteśmy fajni, poukładani, sensowni. Że z nami jest ok. Żebyśmy się nie wiem jak zrobili grubi, jakoś tam będzie nam się wydawało, że wszystko jest w porządku. Że może, ok, przekroczyliśmy trochę. Ale nadal mamy to pod kontrolą. Jak coś zjebiemy, to nam się wyda, że nie zjebaliśmy. Jak się z kimś pożremy, to nam się wyda, że to inni się z nami pożarli. Jak spotka nas coś, ktoś, kogo nie rozumiemy, to nam się wydaje, że to on jest dziwny.
– Jak się z kimś nie zgadzamy, to zdaje nam się, że to on się z nami nie zgadza – przytaknął Ten od teledysku. – No i co?
– Nie wiem – roześmiał się Perełka. – Ty coś wymyśl.
– Wymyśliłem, – odezwał się po chwili namysłu bardzo zmobilizowany zaufaniem Perełki Ten od teledysku – że jakby nie to, to byśmy chyba powariowali. Jakbyśmy zawsze i pomimo wszystko nie byli tymi dobrymi.
– Bo my jesteśmy dobrzy – zgodził się Perełka obserwując z żalem oddalające się myśli. Gnębiło go podejrzenie, że nie do końca to chciał powiedzieć. – Ale moja żona czasem tego nie rozumie.
– Bo żony właśnie od tego są. Żeby czasem nie rozumieć.
– Aha. A kumple?
– Wręcz przeciwnie.
– Spłyciliśmy to, cholera. To miało być COŚ. To, czego nie powiedziałem.
– To jest życie.
– Co jest życie?
– Spłycanie.

– Pierdolicie, panie. Życie to jest moja żona, która mnie opierdoli, jak wrócę. Jakbyś się ożenił, to byś to wiedział.
Wróciwszy w ten sposób na grunt, na którym czuł się pewniej, Perełka pociągnął łyk piwa po czym nie zważając na słabe protesty Tego od teledysku powiedział mu co o tym wszystkim myśli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s