szczypta szatana

Dziewczyny, wyłącznie w czerni i bieli, seksownie pododawały sobie rogi na głowach. Może to był wieczór panieński? Może to było cokolwiek? Jakakolwiek stałaby za rogami przyczyna, zapewne rolą ich było podniesienie erotycznego napięcia w gęstym od wilgoci potu i przyspieszonych oddechów wnętrzu knajpy, w której Ten od teledysku, Diabeł i Ona schronili się przed deszczem.Oczy Onej, wciąż pięknej, wciąż seksownej, wciąż pełnej energii i wciąż potrafiącej patrzyć na Tego od teledysku w sposób, który sprawiał, że jej oczy wydawały się większe i ciemniejsze. Diabeł, dla odmiany, wydawał się Temu od teledysku jakiś bledszy i cichszy niż zwykle. Co ciekawe, to Ona miasła powody o oklapnięcia – uciekła na to spotkanie przed życiem, toczącym się ostatnio niespecjalnie.
To wszystko nieważne. Siedzieli na uboczu, przy umiarkowanie gościnnym stoliku upchniętym na drodze do toalety. Pili piwo, Ona i Diabeł palili. Naokoło biegały dziewczyny z rogami. Głośno grała muzyka i Ona co pewien czas zerkała w dół schodów prowadzących do piwnicy, gdzie ludzie młodsi od nich tańczyli.
Stoczyli jakąś tam dyskusję, ale tak naprawdę najważniejsze były tego wieczoru wspomnienia. Patrzyli na siebie, słuchali siebie nawzajem i poprzez stygmaty lat dostrzegali wciąż siebie z kiedyś. W atmosferze spotkania dało się wyczuć muśnięcie magii – jakby te wszystkie lata nie minęły.
A jednak, czasem, widać było, że brakuje im wspomnień. Że pamięci umykały niektóre chwile, a wydarzenia mieszały się ze sobą.
Ten od teledysku, jak zwykle, pamiętał najwięcej. A może tylko mu się tak wydawało?
Bardzo chciałem napisać coś o tym spotkaniu. O uroku i czarze Onej. O tym, jak Ten od teledysku odkrył dystans dzielący go od chłopca, który się w niej zakochiwał na zawołanie. To miała być właśnie taka historia.
Zamiast niej pojawiła się myśl, która musiała chyba wyjść od Szałapacha.
Czasem tracimy wspomnienia, gubimy się i mylimy. To szatan kradnie nasze dusze.
Gdy ten od teledysku poczuł, że nie znajduje dla siebie już miejsca przy tamtym stoliku, pożegnał się i wstał by wyjść. Przez chwilę patrzył jeszcze na tamtych dwoje – milczeli. Blady Diabeł i jak zwykle pogubiona Ona. Ten od teledysku nie potrafił odnaleźć nic, co łączyłoby go z nimi w tamtej chwili. Chyba nawet przyszło mu to do głowy, bo uciekł jak mógł najszybciej. Przepchnął się przez gromadę rogatych dziewcząt, które wcale a wcale nie wydawały mu się atrakcyjne. Uciekł przez ulicę, przez most do domu.
I wciąż nie ma się gdzie schować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s