poniedziałkowe wicie rozumicie

Mama i Vampiressa poszły dziś do wicedyra, żeby poskarżyć mu się na wszystko, co wprawdzie jeszcze ich z ręki nowej kierowniczki nie spotkało, ale już za chwileczkę, już za momencik może. Ten od teledysku poczłapał na spotkanie za nimi, bo przecież solidarność, tożsamość grupowa i wszystkie te nadzwyczaj ważne rzeczy nie pozostawiały go obojętnym. Pożytki z tej wyprawy były dwa. Jeden taki, że znów poczuł się jak w podstawówce i liceum, które to czasy stanowiły okresy niezapomnianej konspiry. W podstawówce, bo człowiek wtedy odruchowo wstępuje do różnych band, w których trzyma się sztamę przeciw całemu światu, a przede wszystkim przeciw Tej Drugiej Bandzie, oraz rodzicom. W liceum konspira zrobiła się nieco bardziej wzniosła, Ten od teledysku przemycał bowiem nieprawomyślne pisemka, rozrzucał patriotyczne ulotki po szkolnych kiblach śmierdzących bardziej tanim tytoniem niż moczem i nawet stawał na dywaniku u dyrektora odtawiającego zaskakująco pocieszne przedstawienia pt. "zatroskany dyro dzwoni do pułkownika z SB" (w rzeczywistości "pułkownikiem" była zestresowana sekretarka przyczajona przy słuchawce piętro wyżej). W pracy konspira pojawiła się zaraz po tym, jak Mama z Vampiressą wyszły na tajne spotkanie, a nowa kierowniczka wyszła zaraz za nimi dokładniusieńko w to samo miejsce. Ten od teledysku ostrzegł dziewczyny, a te czmychnęły popłosznie w jakieś miejsca za zakrętami. Ten od teledysjku dołączył tam do nich czym prędzej, bo lubi te konspiracyjne klimaty i chętnie się nimi ponapawał. Przy okazji uśmiechał się serdecznie do każdej przechodzącej blondynki, a one po krótkiej chwili wahania oduśmiechiwały się do niego.
Drugi zysk był taki, że mógł odwiedzić Szałapacha, co zdarza się nie tak często jak kiedyś, odkąd Ten od teledysku przeprowadził się na kompletne zadupie, do budynku dwie ulice dalej.
Ostatecznie wylądowali w trójkę o wicedyra, który posłuchał, pouśmiechał się a na koniec powiedział, że to, co powiedzieli zostanie zapamiętane. W odpowiedzi pokiwali głowami, jakby dokładnie o to im chodziło, żeby zapisać się w tajnej historii wicedyrskiego gabinetu i poszli. Dziewczyny w siną dal, natomiast Ten od teledysku w odwiedziny do Szałapacha.
Jan Winnicki – uśmiechnął się Szałapach wysłuchawszy opowieści o wicedyrektorskiej znieczulicy. – Jest z wami, a nawet jeszcze bardziej i oczywiście, że podpisze się po tym, coście mu przynieśli, ale nawet ma lepszy pomysł, bo jemu, wiecie, nie za bardzo wypada.
Szałapach pił wino z czegoś, do czego dodał korzeń imbiru i bardzo był  zadowolony z siebie i w ogóle całego świata.
– Na szczęście jutro idę się upić – mruknął Ten od teledysku żywiąc nieżyczliwą nadzieję, że przynajmniej tym go zdołuje.
– Jutro? – zdziwił się Szałapach – Myślałem, że w weekend?
– Jutro i w weekend też. Co mam sobie żałować. Wiosna idzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s