wielkie świąteczne sprzątania

Sobotnie porządki zmordowały Rudą do tego stopnia, że niedzielę przywitała dobrą godzinę później niż zwykle. Otworzyła oczy na wysprzątany pokój i odkrywszy, że pogoda za umytym oknem raz jeszcze wyszła naprzeciw jej pragnieniom, przeciągnęła się należycie dla takich okoliczności rozkosznie. A gdy błogość nocy i słodkie napięcie snów umykały końcówkami palców, gdy pozostało już tylko echo mruczenia, podjęła Postanowienie O Wybraniu Się Na Spacer. Ponieważ zaś nie znosiła marnotrawstwa, połączyła spacer z wizytą na cmentarzu, by zadośćuczynić wszystkim znanym sobie krakowskim zmarłym. Następnego tygodnia miała wybrać się do domu, a nie chciała by ktokolwiek z krakusów czuł się pominięty i zapomniany.
Cmentarz zaskoczył ją tłumem i gwarem. W dzień Wszystkich Świętych także wędrują cmentarzami tłumy, jednak są one wtedy tłumami ludzi skupionych na zmarłych, modlitwach, zapalaniu zniczy i polewaniu sztucznych bukietów parafiną, by utrudnić pracę złodziejom.
W tą niedzielę było inaczej. Bukiety, znicze i modlitwy zastąpiły środki czyszczące, szczotki, szmaty i krzątanina. Ruda przyłapała niejedną osobę na rozmawianiu przez komórkę. Minęła kilka kobiecin skwapliwie napełniających wiadra wodą, która natychmiast spieniała się niezdrowo kolorowymi mydlinami. Wiele osób zamiast świec i zniczy paliło papierosy. Ludzie rozmawiali, zbyt głośno, między sobą, a ponad wszystkim głośniki kapliczne charczały kazanie. Spróbowała skupić się na nim i odkryła, że traktuje ono o tym, jak powinno traktować się cmentarz. Rozejrzała się niechętnie po ludzkim mrowiu uwijającym się z wszystkimi swoimi środkami czyszczącymi i pospiesznymi szorowaniami i pucowaniami i doszła do wniosku, że jest jedyną osobą, jaka słucha tu słów księdza. Gdyby potrafiła, potrząsnęłaby tymi wszystkimi poganami i krzyknęła: "Ludzie!!! To jest cmentarz!!! I jeszcze: To jest niedziela!!!"
Zabrakło jej sił. Odeszła więc z cmentarza i dopiero kilka kroków za jego bramą wyjęła własną komórkę i napisała o tym wszystkim Temu od teledysku.

A on, wystawiający twarz do słońca z autobusu, którym wracał od Jasnej, nic, oczywiście, nie zrozumiał. A gdy pojął to, poczuł się niespodziewanie samotny. Zupełnie inaczej, niż Ruda, która poczuła się wyłącznie zirytowana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s